15 momentów z Red Hot Chili Peppers

Parszywa dziesiątka – najgorsze zespoły naszych czasów

Wokalista zespołu Perfect zaśpiewał kiedyś „trzeba wiedzieć kiedy ze sceny zejść”. Problem w tym, że niektórzy w ogóle nie powinni na nią wchodzić. Przedstawiamy parszywą dziesiątkę zespołów, których szczerze nie znosimy.

Scorpions
Jeden z ulubionych zespołów Polaków, głównie wąsatych wujków z piwnym brzuszkiem. Nic dziwnego, w końcu na basie gra tam nasz rodak ze starego szlacheckiego rodu Mąciwodów. Zespół Scorpions to prawdziwa kwintesencja niemieckiego rocka w jego najgorszym wydaniu. Image wieśmetali, smętne teksty i proste jak budowa cepa melodyjki. Najbardziej znany utwór: „Wind of change”, z charakterystycznym motywem fletni pana, znanej z popularnych w latach 90. płyt z muzyką relaksacyjną typu „dźwięki lasu, puszczy i jezora” (mk)

Pearl Jam
Ulubiony zespół studentów polibudy. Nie wiemy jak to się dzieje, ale „Jeremy spoken in class today” to jeden z tych tekstów na które zawsze reagujemy gromkim śmiechem. Długie włosy, kurtki z koca i sztruksy – oto stylówa wyznawców Eddiego Veddera. Od czasu do czasu zdarzy się też jakiś nieszczęśliwy harcerz lub leśnik w flanelowej koszuli i spranych jeansach. Cóż… trzeba było słuchać matki i wyrzucić kasetę „Ten” do śmietnika. Z zespołem Pearl Jam wiąże się jeszcze jedna śmieszna rzecz – subkultura koncertowych drwali. Ich ekspresja sprowadza się do metodycznego kiwania głową i spiny jak na szkolnym apelu.

Nickelback
Wokalista o urodzie psa rasy cocker spaniel jest najprawdopodobniej autorem najbardziej irytującego kawałka w playliście Radia Zet. Chodzi oczywiście o piosenkę o nieszcześliwej miłości – „How You Remind Me”. Jakby tego było mało z zespołu Chada Kroegera śmieją się nawet koledzy z branży. Chłopaki z The Black Keys w dość osobliwy sposób pocieszali zwycięzców plebiscytu na najgorszy zespół świata 2007 roku – „Istnieją znacznie gorsze kapele niż Nickelback… być może”.

Perfect

Zespół Perfect dawno temu święcił tryumfy kawałkiem „Niepokonani”, zawierającym prorocze słowa „Trzeba wiedzieć kiedy ze sceny zejść”. Wbrew tej, skądinąd prawdziwej, konstatacji Grzegorz Markowski za wszelką cenę zejść nie chce. Ba! On zapiera się rękoma i nogami przed tym, aby z tej estrady nie zlecieć na pysk. Ponieważ polski szoł-biznes muzyki rozrywkowej jest dość konserwatywny, bardzo możliwe, że Pan Grzegorz będzie rzeczoną piosenkę wykonywał na festiwalu w Opolu i Sopocie jeszcze z dobrą dekadę lub dwie, nic a nic nie zauważając perwersji jakiej się dopuszcza.

Coma
Główny headliner Juwenaliów i kolejny zespół, bez którego i tak smutne już życie młodych przyszłych inżynierów byłoby jeszcze smutniejsze . Znak rozpoznawczy: grafomańskie (i mega dołerskie) teksty, często nawiązujące do apokalipsy i samobójstwa oraz tytuły piosenek na poziomie egzaltowanych gimnazjalistek z trądzikiem. Absolutnym hit to: „Los, cebula, krokodyle łzy”. „To, że galaktyczny podmuch zniszczy cywilizacje to nie jest dostateczny powód, by wybuchać płaczem.” Bez komentarza… (mk)

Coldplay
Każdemu z nas podobał się kiedyś Coldplay, ale jak przed chwilą wspomnieliśmy to było KIEDYŚ i nie ma sensu do tego wracać.

Guns’n’Roses
„Najniebezpieczniejszy zespół świata”. Bójcie się! Biorąc pod uwagę poziom pretensjonalności tekstów i podobieństwo do małp to nawet mogłaby być prawda… ale jak pewnie się domyślacie – nie jest. Największe ryzyko jakie podjął w swoim życiu członek zespołu Guns’n’Roses mieści się mniej więcej w tych normach.

kwejk.pl

Okres największej popularności Guns’n’Roses przypadł na początek lat 90. Od tego czasu jego wokalista wiele razy udowodnił, że jest największym dupkiem w szoł biznesie, a jego ego jest większe niż dupa Kim Kardashian. Rzeczywiście Axl Rose utył spuchł i NIESTETY nie posiwiał. Ostatnio polscy fani mogli zobaczyć swojego idola na koncercie w Rybniku. Jak przystało na „człowieka z dżunglii”, trzeba było poczekać dwie i pół godziny.

Dżem
To nawet nie jest tak, że o zespole Dżem nie można powiedzieć niczego dobrego. Ostatecznie kilka tekstów piosenek naprawdę nie jest złych. No i Ryszard Riedel – jeden z nielicznych polskich rock’n’rollowców, który autentycznie żył tak jak śpiewał i naprawdę na potęgę brał dragi. Miał więc jaja, a to wcale nie tak częsta cecha polskich grajków. Atuty te jednak natychmiast bledną i idą w zapomnienie, gdy tylko słyszymy w radio po raz 1565 nieznośne truizmy o tym, że w życiu piękne są tylko chwile, a w ogóle to wehikuł czasu to byłby cud. Łopatologiczność piosenek Dżemu świetnie ukazuje historia piosenki zatytułowanej „Sen o Victorii”, która niestety nie jest pieśnią o popularnym warszawskim hotelu. Tytuł i refren tego rzewnego songu o wolności, wziął się stąd, że Ryszard Riedel cały czas myślał, że Victoria to po łacinie właśnie wolność. Naturalnie fanom to wcale nie przeszkadza i dalej gremialnie zapalając w trakcie refrenu zapalniczki. Właśnie. Nieznośni fani Dżemu – albo nieprzystosowane do życia gołowąsy, pijące na wagarach korbole, którym nagle wydało się, że wiedzą już o życiu wszystko, albo podstarzałe hippisy, którym cały czas wydaje się, że o życiu wiedzą wszystko, niestety wiedzę o nim ograniczając do piosenek o wiele mówiących tytułach typu Czerwony jak cegła czy Autsajder.

Iron Maiden
Nie bez powodu ich nazwa odwołuje się do średniowiecznego narzędzia tortur. Falset Bruce’a Dickinsona może bowiem doprowadzić do kurwicy nawet największych apatyków. Może dlatego Dziewicę tak bardzo ukochali sobie niedorobieni wirtuozi gitary i wiochmetale, którzy słyną z otępiałego słuchu i jeszcze bardziej tępego rozumu. To dzięki nim mimo podeszłego wieku członkowie zespołu nie muszą się martwić o emeryturę. W końcu nad Wisłą zawsze czeka na nich wierna publika w postaci machających łbami kierowców tirów. (mk)

vice.com

Pidżama Porno
Gdyby przyznawali Nobla w dziedzinie grafomanii, tę prestiżową nagrodę z pewnoscią otrzymałby lider zespołu, niedoszły poeta z Poznania, Krzysztof „Grabaż” Grabowski. Ukochane miasto wspomina zresztą w jednym z przebojów grupy „Ezoteryczny Poznań”. Co prawda, chyba w połowie pisania skończył mu się jabol, a wraz z nim wena twórcza, bo pół tekstu zajmuje powtarzana rytmicznie fraza „nanananana”. Nie przeszkodziło to jednak Pidżamie stać się ulubioną kapelą aspirujących młodych punków, zwłaszcza płci zeńskiej, które marzyły o utracie cnoty z obdarzonym wątpliwą fizjonomią wokalistą. Niestety, Grabażowi było mało i oprócz Pidżamy powołał jeszcze kilka projektów, m.in. Świat Czarownic i Strachy na Lachy. Nie trzeba chyba wspominać o tym, ze dziś wszystkie te zespoły wiernie zasilają szeregi odgrzewanych kotletów na corocznym spędzie nieprzyzwyczajonej do higieny osobistej młodzieży na Przystanku Woodstock. (mk)