Cudowne lata – Disco Relax

W latach dziewięćdziesiątych o godzinie 10 rano w każdą niedzielę ulice polskich miast i wsi wyludniały się i gromadziły przed teleodbiornikami, aby oglądać Disco Relax na kanale prywatnej telewizji Polsat.

Disco Relax był pierwszym w historii polskiej telewizji programem, w którym prowadzoną regularne, cotygodniowe notowanie muzyki disco polo. Disco polo powstało dużo wcześniej i znane było jako muzyka chodnikowa, bo kasety można było kupić tylko na ulicznych straganach. Wraz z emisją Disco Relaxu, muzyka disco polo zrobiła oszałamiającą karierę, a idolami Polaków stali się Marcin Miller, Sławek Świerzyński i Zenek Martyniuk. Notowania Disco Relaxu naturalnie wywoływały ogromne emocje. Aby oddać atmosferę ówczesnych czasów warto zacytować treść listu wysłanego do stacji Polsat – Wyrażamy całą rodziną radość z godziny muzyki w Polsacie, rano w niedzielę, gdzie nie ma zespołu Hey i ich pogiętej muzyki. Przy tej muzyce mogę się napić kawy, siostra i małe dzieci mogą potańczyć. I nikogo ta muzyka nie wkurwia (za: 333 popkulturowe rzeczy… Lata 90. Bartek Koziczyński).

To nie był zwykły program i to nie były zwykłe czasy, bo jak inaczej nazwać sytuację, w której prezydentem Polski zostaje się dzięki piosence disco polo. Chodzi oczywiście o Ole, Olek zespołu Top One – z pewnością utwór o największym wpływie na rzeczywistość polityczną trzeciej RP. To brzmi dzisiaj kuriozalnie, jednak Aleksander Kwaśniewski tańczący na teledysku wspólnie z przedstawicielem mniejszości afrykańskiej przy dźwiękach syntezatora, jawił się w tamtych czasach jako człowiek rozumiejący młodzież…

Jeżeli wydaje wam się to dziwaczne, to dopowiedzieć trzeba, że o palmę pierwszeństwa na liście Disco Relaxu, Olek konkurował z Januszem Laskowskim z piosenką o wymownym tytule Świat nie wierzy łzom. Widzów Disco Relaxu urzekła nie tylko ta poruszająca pieśń, ale przede wszystkim wielce egzystencjalny teledysk. Obraz rozpoczyna się od krajobrazu popegeerowskiego rozpierdolu przez który Pan Janusz w stalonkach i garniturze z bistoru sunie wolno polonezem caro (model kombi). Następnie na rozkładzie mamy biedne dzieci o wydętych brzuszkach z Afryki, kondukt żałobny, sceny holocaustu, cyrk oraz niedźwiedzie. Grande finale to bachory, które wyrywają sobie nawzajem baloniki, które podarował im wujek Janusz. Ponieważ twórcy disco polo uważali związek przyczynowo-skutkowy za zbędny lub zgoła szkodliwy dla całości teledysku element, toteż nie byłoby wcale dziwne, gdyby teledysk kończył się równie dobrze ujęciami papieża Polaka i wadowickich kremówek.

Nie możemy nie wspomnieć o jednej z największych gwiazd programu Disco Relax, okupującej po wielokroć pierwsze miejsca, Shazzie – autorce takich singli jak Bierz co chcesz czy Tak bardzo zakochani. W teledyskach piosenkarki występował tajemniczy Norman, który jeśli wierzyć plotkom miał być kochankiem Shazzy. Jakież było więc nasze zdziwienie gdy po latach odkryliśmy, że zostaliśmy ordynarnie zrobieni w chuja. Shazza była dupą Tomasza Samborskiego prezentera Disco Relaxu. Możemy się tylko domyślać jak to było z tym liczeniem głosów…

Piosenki disco polo z założenia traktowały o miłości, ich przekaz zaś miał być prosty, wesoły oraz na wskroś optymistyczny. Trudno się zresztą temu dziwić. Adresaci tej muzyki – robotnicy, kierowcy, mieszkańcy wsi oraz popegeerowskich osiedli są z definicji ludźmi na tyle wkurwionymi, że chociaż muzyka miała im dawać wytchnienie od wszechobecnej mizerii. Esencją disco polo były namolne oraz bardzo dosłowne seksualne podteksty, jak skąpo odziana dziewczyna wkładająca pistolet z benzyną do baku. Czasami owe podteksty seksualne w sposób niezamierzony bywały zaskakująco przenikliwe zawierając drugie dno vide refren piosenki zespołu Voyager – „Polskie dziewczyny – zna je cały świat, Polskie dziewczyny całować wszyscy chcą”. Swoją drogą darzymy pewnym sentymentem czasy, w których o stosunkach płciowych należało śpiewać metaforycznie, nawet jeżeli proponowane symbole były wykwitem myśli rezerwisty wojska polskiego.

Inną, nieodgadnioną fascynacją rodzimych disco polo nawijaczy, była Ameryka ze sztandarowym dla tego nurtu hitem American Boy zespołu Skaner. Fabuła przypomina wycieczkę górali do Nowego Jorku nagraną amatorską kamerą, ale błędem jest tu w zasadzie mówienie o podobieństwie, bo właśnie taki był pomysł, a raczej jego brak, na teledysk. Widzimy więc chłopaków, którzy pierwszy i zapewne ostatni raz są w USA, rozdziawiających jamę ustną na widok Statui Wolności, wież World Trade Center (sic!) oraz murzynów.

Na koniec nie sposób nie przypomnieć, że disco polo kiczem stało. Teledyski łączyły w jedno wszystkie stylizacyjne grzechy Polaków – fryzury z plerezą na czeskiego hokeistę, sumiaste wąsy, koszule w palemki, stroje z falbankami, frędzlami i wszelkiego rodzaju badziewiami jak z pijanego snu Beaty Kozidrak. Ciężko nawet orzec czy stylizacje artystów były celowo i starannie dobierane, czy też akurat tak ubrani artyści właśnie wrócili z festynu „Święto Dyszla”.

Zawsze będziemy bronić godności muzyków disco polo z jednej prostej przyczyny. W przeciwieństwie do tzw. polskiego show-businessu discopolowcy byli przynajmniej po ludzku szczerzy i niczego nie udawali. Jasne, że ich muzyka była prosta i gładka jak fryzura detektywa Rutkowskiego, ale ona właśnie taka, do ciężkiego chuja, miała być. I nie ma się co obrażać albo wstydzić, za tę część naszych rodaków, którzy tańczą na weselach w rytm muzyki zespołu Bayer Full lub Akcent, bo jak wiadomo „Wszyscy Polacy to jedna rodzina, starszy czy młodszy, chłopak czy dziewczyna”.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s