Cudowne lata: The Kelly Family

Jak wiadomo Niemcom trochę po holocaustcie odbiło. Oprócz powojennej
skłonności do übertandetnego porno, Niemcy wyraźnie zatracili zmysł
słuchu. Ten niezwykle uzdolniony naród, który wydał na świat Bacha,
Beethovena czy Wagnera wyjątkowo boleśnie przeszedł z mainstreamu
muzyki poważnej do mainstreamu muzyki niepoważnej. Najlepszym tego
przykładem był fenomen zespołu The Kelly Family, za którego sukces
odpowiedzialność ponoszą właśnie nasi sąsiedzi z Reichu.


Pochodzenie tego zespołu to w ogóle bardzo dziwaczna sprawa. Podobno
są Amerykanami, lecz wszyscy myśleli, że są z Irlandii, większość
urodziła się w Hiszpanii, ale to dopiero będąc w Niemczech osiągnęli
sukces poprzez idealne wbicie się swoją muzyką w gust Helg, Hansów, czy innych Helmutów. Na tyle skutecznie, że germańscy macherzy od show-biznesu
postanowili tę uroczą gromadę eksportować na cały świat.

A propos gromady. Nikt, może poza wikipedią, nigdy nie ustalił ile
osób tak naprawdę liczył zespół Kelly Family. Na teledyskach miało się
wrażenie, że na scenie występuje cała wioska cygańska i Bóg mi
świadkiem, że w którymś było ujęcie matki karmiącej dziecko piersią w
trakcie koncertu. Miało się wrażenie, że dzieci wręcz rodzą się w
trakcie wykonywania piosenek, a impresję tę pogłębiały barchanowe
wiatrołapy, w które odziani byli Kelly’si.


Do najbardziej znanych członków Kelly Family należeli Angelo i Paddy.
Tu również powstawały problemy natury poznawczej, gdyż wiele osób
myliło płeć Angelo, mając go za piękną niewiastę. Szkoda, bo dziś Angelo wygląda jak zaginiony brat Maćka z Klanu, a dodatkowo spłodził czwórkę dzieci jeszcze przed przekroczeniem trzydziestego roku życia. Paddy’ego natomiast, tak oszołomił sukces, że postanowił na sześć lat (!) wstąpić do zakonu.
Odkąd Paddy-touched-by-the-love-of-God-Kelly zrzucił habit, jeździ po
świecie i usiłuje zawracać zbłąkane owieczki do domu Pana. I pomyśleć,
że ten chłopak o aparycji playboya z Końskowoli (no offense), był
kiedyś bożyszczem nastolatek, a przynajmniej tej części, która
oglądając się w lustrze pogodziła się z faktem, że może nie mieć szans
u Nicka Cartera.


No właśnie, odmienność Kelly Family podkreślała ich rywalizacja o
miano najważniejszej grupy muzycznej swoich czasów z Backstreet Boys –
kwintesencją popowego grania Made in America. Z grubsza bowiem, albo
się było wówczas za Nickiem i spółką albo za celtyckimi chochołami.
Najdziwniejsze jest to, że podział ten niekoniecznie pokrywał się z
hierarchią na szkolnych bossów i lamusów, co jest kolejnym przykładem
tego, że lata dziewięćdziesiąte były jakieś inne.


Choć z powyższego tekstu może wynikać, że obśmiewamy Kelly Family,
prawda jest taka, że ta zgraja bez żadnej pomocy finansowej i wbrew
panującym trendom muzycznym przebiła się do cynicznego i zepsutego
świata show-businessu. Szacun dla Kellysów, nawet jeśli dzisiaj Angelo
jest dzieciorobem, a Paddy kaznodzieją rypiącym zakonnice.

Więcej na naszym FACEBOOK’U