Marek Citko

Dzisiaj to może się wydawać niewiarygodne, ale w 1996 roku wszyscy w Polsce dostali zdrowego pierdolca na punkcie Marka Citki. To właśnie wtedy uknuto termin Citkomania i każdy chłopak marzył żeby „szczelać gola” jak Marek, a każda szanująca się dziewczyna mieć takiego jak Marek chłopaka.


Dziewczyny – bo Marek był pobożny, uczestniczył w spotkaniach Ruchu Światło-Życie i miał gustowną pizdeczkę na głowie.

Chłopaki wiadomo – Marek rządził i dzielił na boisku, strzelał gole dla Widzewa Łódź na zawołanie i chciały go największe kluby europejskie. No może z tymi największymi klubami to trochę przesada. Nieśmiało mówiono coś o Interze Mediolan, ale najkonkretniejsza propozycja nadeszła z niezbyt sławnego Blackburn Rovers, które oferowało niebotyczną, jak na tamte czasy kwotę 4 milionów funtów, dziś budzącą już tylko uśmiech politowania. Pan Marek na odejście się nie zgodził, bo chciał jeszcze trochę pokopać w Widzewie, ale potem to już nawet pies z kulawą nogą się nie zgłaszał.

A propos kulawej nogi. Niestety, równie szybko jak Pan Marek wzbił się do gwiazd, trwał jego lot w drugą stronę. Przyczyną była trwająca półtora roku kontuzja, po której nigdy już Citko nie wrócił do dawnego poziomu. Błąkał się biedny Pan Marek potem od klubu do klubu, wyjechał nawet za granicę (do Izraela i Szwajcarii), ale wszyscy wiedzieli, że to koniec i że już nigdy nie będzie tamtego Marka Citki.

Co zostało po Citkomanii? Pizdeczka na głowie oraz typowo polskie gdybanie co by było gdyby. Zapewne gdyby Citko wyjechał cały i zdrowy do Anglii w 1996 roku, to dzisiaj Blackburn Rovers miałoby więcej tytułów „majstra” niż Manchester United, a Cristiano Ronaldo zamiast żelu, używałby grzebienia. Prawda jest jednak pewnie taka, że jak większość polskich piłkarzy rychło dostałby hemoroidów od siedzenia na ławce rezerwowej i wróciłby do kraju, narzekając wszem i wobec, że trener nie lubił Polaków i w ogóle cały świat się przeciw niemu biednemu sprzysiągł.

A tak, mamy sympatyczną historię uroczego Pana Marka, którego wszyscy na swój sposób wciąż kochamy i oglądając na youtube skróty ze starych meczów wspominamy dni, w których Marek Citko był naszym bohaterem.

Więcej dobra na Facebook’u!

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s